Tym razem wybrałem się do stolicy Węgier. Skusiły mnie tanie bilety lotnicze, musicie bowiem wiedzieć, że linie Wizzair mają pochodzenie w tym właśnie kraju. Niecała stówka za lot w dwie strony to chyba uczciwa cena 🙂 Termin jak na mnie nietypowy, bo przełom lipca i sierpnia, wakacje wolę spędzać w Polsce, ale to tylko dwa dni.

Dużo przygotowań nie musiałem czynić, w planach mam tylko chodzenie po mieście. Budapeszt jest duży, ale komunikacja miejska jest bardzo fajnie zorganizowana, o czym trochę później. Lot z rana i jestem na miejscu. Przywitała mnie angielska pogoda, ale prognozy były zachęcające.

Z lotniska dotarłem do pensjonatu trzema środkami transportu, najpierw autobus, potem jedna z linii metra, a na koniec tramwaj i kawałek pieszo. Zakwaterowałem się w specyficznym miejscu, jest to bowiem budynek należący w przeszłości do znajdującego się obok kościoła.

Wcześniej odwiedziłem budynek dworca kolejowego, również zauważyłem, że nawet zabudowania dosyć daleko oddalone od centrum, wyglądają bardzo turystycznie, a to dopiero początek. Jadąc z lotniska mijałem takie typowo wyglądające tereny polskich biednych, zaniedbanych miast. Mamy chyba podobne krajobrazy i urbanistykę, ale sam Budapeszt w porównaniu do Warszawy to niebo, a ziemia.

Szybka drzemka, niskie ciśnienie, zmęczenie lotem i rannym wstawaniem, jestem gotowy i wyruszam w trasę. Pogoda robi się coraz ładniejsza, słońce zaczyna przedzierać się przez chmury, jest cieplutko. Najpierw wybieram się do centrum, zobaczyć rzekę, zaczerpnąć trochę ładnych widoków.

Kupiłem bilet 24h, na pierwszy dzień pobytu. Przystępny cenowo, pozwala na przejazd wszystkimi środkami transportu w mieście, a jest w czym wybierać. Od paru linii metra, sieci autobusowej, poprzez tramwaje, również zabytkowe, trolejbusy, a kończąc na promie rzecznym. Tego ostatniego nie udało mi się zaliczyć, całkowicie o tym bowiem zapomniałem…

Aplikacja do transportu miejskiego w Budapeszcie jest genialna w swojej prostocie. Środki transportu zaznaczone różnymi wzorami, z kierunkiem jazdy, różniące się wyrazistymi kolorami. Wszystko na płynnie działającej mapie. Dla każdego turysty to ogromne ułatwienie, można w niej również kupić bilet. Jest bardzo intuicyjna, szybko pozwalała mi rozwiać wątpliwości czym i jak mam jechać.

Na wielu pocztówkach z miasta widnieją żółte tramwaje w starym stylu. Jeżdżą na linii wzdłuż wybrzeża Dunaju, która w wielu rankingach uważana jest za jedną z najurokliwszych na świecie. Oczywiście skorzystałem, dojedziemy nią do gmachu budapesztańskiego parlamentu. Wsiadłem następnie do zabytkowej linii metra, bardzo małe wagoniki, widać że nie jest to już najbardziej uczęszczana trasa, a raczej atrakcja sama w sobie.

Chciałem zrobić rozeznanie na dzień jutrzejszy, à propos basenów termalnych. Znajdują się one przy Placu Bohaterów, gdzie mieliśmy ostatnio okazję podziwiać zmagania końcowe biegaczy, na MŚ w Lekkoatletyce, Budapeszt 2023. Generalnie jest to bardzo ładna część miasta z parkiem wodnym, terenem zielonym i imponującym zamkiem.

Wrócę tu nazajutrz, a dziś jeszcze chcę pospacerować spokojnie w centrum miasta, oraz wybrać się na drugą stronę rzeki. Przedtem jednak czas coś zjeść, czytałem o ciekawym specjale kuchni węgierskiej, langoszu. Jest to placek mączno-ziemniaczany, smażony na głębokim oleju, z dodatkami typu śmietana, cebula, mięso. Próbowałem dwóch wersji, jako danie w formule street-foodowej, niezwykle mi podpasowało.

Dalsza część dnia jak już wspomniałem, to miasto po drugiej stronie Dunaju, przechadzałem się wśród kompleksu budynków z Zamkiem Królewskim i muzeum historycznym, oba położone na wzgórzach.

Ze strony Budy, panorama miasta wygląda widowiskowo. Dopiero przy okazji opisywania tej podróży co nieco czytam o stolicy Węgier. Dowiedziałem się między innymi, że miasto do połowy XIX wieku było podzielone na dwie części, będące oddzielnymi jednostkami. Teraz liczne mosty są również atrakcjami, większa część z nich jest otwarta dla ruchu pieszego.

Zawitałem na wzgórze Geralta, eee sory, Gellerta 🙂 Upamiętnia ono imię biskupa strąconego do rzeki przez pogan, a w miejscu rzekomej zbrodni stoi jego pomnik. To również rozległy teren zielony i park, można tu odetchnąć od zgiełku miasta, a także obserwować Rivię, tzn. Peszt 🙂

Nie znalazłem w Budapeszcie typowych widoków z centrów śródziemnomorskich miast, ale i ta architektura również ma swój urok. Mnóstwo wielkich kamienic, szerokie ulice, wielkie przestrzenie. Zachowały się po wojnie w stanie nienaruszonym, nie tak jak u nas. Oczywiście dużo wymaga teraz remontu, to widać, ale nie zwracając no to uwagi, możemy być ukontentowani tym miastem.

Ciekawym punktem na nocnej mapie miasta jest Szimpla Kert, bar w ruinach złożony z różnych stoisk o nietypowym wystroju, ciekawy i niepowtarzalny klimat.

Dzień drugi zaczynam od wyprawy na wyspę Małgorzaty, zieloną oazę na Dunaju. Jedzie tam jedna z linii tramwajowych, wyspa jest dosyć długa i jest tam parę ciekawych miejsc do odwiedzenia.

Z samego rana jest jeszcze mało ludzi, dookoła wyspy wytyczona jest ścieżka dla biegaczy, z zaznaczonymi kilometrami, miłe udogodnienie przy treningach. Jej środek to wielki teren zielony, z ogrodami, parkami w różnym stylu, kompleksem basenowym i innymi atrakcjami. Bardzo podobała mi się wielka łąka nawiązująca stylem do minionych epok. Nie wiem jakim, po prostu lubię takie przestrzenie.

Muszę znaleźć gdzieś informację o tych kamieniach widocznych powyżej, większość była ponumerowana, a było ich naprawdę dużo.

Około południa ruszam w stronę najsłynniejszych term w Budapeszcie, kompleksu basenów „Széchenyi Fürdő”. Na miejsce docieram między innymi przy pomocy trolejbusu, jeszcze można te pojazdy spotkać np. w Lublinie, a przynajmniej wiem, że tam kiedyś były. Warto wsiąść, aby odhaczyć na liście „do przejechania” 🙂

Spa znane jest chyba najbardziej z tych budynków, o nietuzinkowej architekturze, w środku znajdziemy zabytkowe baseny termalne i sauny, wieje tam trochę szpitalem i takimi klimatami retro. Mi o wiele bardziej podobało się na zewnątrz. Woda bardzo ciepła, bo termalna, można leżeć godzinami, choć jest informacja, aby za długo nie przebywać. W zwykłym basenowym jacuzzi, jak już odpocznę po pływaniu, po kilkunastu minutach, zaczyna robić się chłodno, tu tego uczucia nie doświadczyłem. Wylegiwałem się na słonku ile mogłem.

Jak wspominałem na początku wpisu, w okolicy są inne atrakcje. Teraz na spokojnie się tu pokręciłem. Wielki miejski park, jest tu piękny zamek, charakterystyczny balon, wspomniane termy, nowoczesne muzeum muzyki, ogród różany i wiele innych.

Powoli muszę kończyć, więc udaję się w kierunku centrum, w dobrze znane mi już miejsca. Warto wspomnieć, że Budapeszt to miasto Liszta. Znajdziemy w nim wiele podobizn tego znakomitego kompozytora. Będzie lipa, jak jakiś wnikliwy czytacz stwierdzi, że poniżej to nie on, ale któż by mógłby to być inny….

Po Dunaju organizowane są modne dla turystów rejsy, w życiu nie widziałem tak długiego promu rzecznego jak na zdjęciu poniżej. Może to być fajne doświadczenie, zwłaszcza wieczorem, przy oświetlonych dwóch brzegach Budy i Pesztu.

Nad rzeką warto zwrócić uwagę na ciekawy sposób upamiętnienia ofiar nazistów podczas WWII, buty na brzegu Dunaju.

Trochę jak schodki nad Wisłą, tu jednak nie tak oblegane, może dlatego że w Budapeszcie cały brzeg rzeki jest uregulowany i można swobodnie wybrać miejsce na długości paru kilometrów.

Wieczorem czas na lody. Znalazłem miejsce, w którym z poszczególnych smaków, formowane są te pyszności w postaci płatków róży, całość prezentuje się jak kwiat, niestety szybko przemija, lecz te prawdziwe również nie są wieczne.

Czy tu wrócę? Z pewnością. Zdaję sobie sprawę, że miasto zwiedziłem po łebkach, nic o nim naprawdę nie wiedząc. Dopiero teraz przyswajam ważniejsze informacje dotyczące Budapesztu, ale to i tak mało, zresztą moje blogi/wspomnienia to nie encyklopedia. Gdy tu przybędę ponownie, może przygotuje się lepiej, zarezerwuje sobie również więcej czasu, a już na pewno spróbuje gulaszu, bo teraz tego nie zrobiłem!

Kolejna wyprawa już niedługo, ale to będzie przedsmak, przed mam nadzieję kolejnymi, już zaplanowanymi, jak je zrealizuje, to opiszę je jak zwykle tu, aby sobie za jakiś czas wrócić do nich wspomnieniami, a także podzielić się z wami w tej przystępnej formie 🙂

A to Imre Madách. Trzeba uważać na te pomniki…

25.09.2023

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *