Bardzo szybki wypad do Nicei i Monako. Moje plany obejmują poznanie bliżej uroków miasta na francuskiej riwierze, oraz nieco okolic. Wyczytałem, że do Saint-Tropez zupełnie nie warto, ewentualne Cannes trochę duże, zostaje Monte Carlo, lokalizacja najbardziej prestiżowego kasyna w Europie. Jest tu mnóstwo innych miejscowości, pięknych, malowniczych, niczym nie ustępujących wymienionym wyżej, ale ja nie mam czasu. Króciutki wypad, porównywalny do mojej wizyty w Barcelonie. Mam nadzieję jednak zobaczyć dużo, coś poplażować i się ogrzać.

Wylot o ludzkiej godzinie, z małymi problemami, no cóż, zaniedbałem i muszę ponieść konsekwencje, nauka na własnych błędach będzie zapamiętana. Lot dosyć długi, myślałem że jest tu nieco bliżej z Polski. Gdy byłem już na miejscu natychmiast zapomniałem o wcześniejszych niepowodzeniach i ruszyłem w miasto.

Nicea, to według mojego subiektywnego rankingu odwiedzonych miast, najlepiej skomunikowana metropolia z lotniskiem. Dosłownie paręnaście metrów od wyjścia z hali przylotów natrafiamy na pierwszy przystanek tramwaju wiodącego do centrum miasta. Bilet na taką przyjemność kosztuje 1,5 E. Po 20 minutach byłem już w odległości 3 minut pieszo od mojego hostelu. Tym razem bowiem nie będę spał sam 🙂 Ze względu na koszty wybrałem łóżko w pokoju wieloosobowym, to tylko dwie noce, mam nadzieję przeżyć.

Już na serio, nie było tak źle, ta forma nie przypadła mi jednak do gustu, na szczęście w ofercie było symboliczne śniadanie, we francuskim stylu, a na zewnątrz, jak widać powyżej, znajdowało się przyjemne patio, klimatycznie oświetlone wieczorem, sąsiadujące z barem. Dużo czasu w pokoju nie spędzałem, ograniczyłem to do niezbędnego minimum.

Po rozpakowaniu ruszyłem w miasto. Nicea jest duża, daleko się nie zapuszczałem, nie było takiej potrzeby. Na całej długości styku z Morzem Śródziemnym, mamy do dyspozycji bardzo ładną, jak na miastowe warunki plażę. Co prawda z kamieni, ale takich większych i zaokrąglonych.

Chciałem wejść na wzgórze z zamkiem i parkiem, aby zobaczyć zachodzące już słońce. Teren jest dosyć spory, wiedzie tam mnóstwo ścieżek spacerowych, jest nawet wodospad:

Na samej górze znajduje się zabytkowy park z dużym deptakiem, nieco dalej również cmentarz. Po drugiej stronie wzgórza znajdziemy portową dzielnicę Nicei.

Na większe jachty jeszcze przyjdzie czas, gdzieś bowiem stąd odjeżdża autobus do Monako, również za 1,5 E. Odnalazłem to miejsce, aby dnia następnego już nie błądzić i kontynuowałem zwiedzanie. O Nicei przed podróżą wiele nie wiedziałem, dopiero na miejscu spostrzegłem jak jest duża, znajdziemy tu zaskakująco wiele ulic z knajpami, po zmroku pełno jest ludzi wszędzie.

Stare miasto nie wyróżnia się zbytnio. Co prawda nie czytałem żadnych przewodników, aby móc dokładniej zbadać zakamarki tych wąskich uliczek, podoba mi się jednak ta cała atmosfera, jeszcze lata. Było bowiem około 20-25 stopni. Do późnego wieczora dało się wytrzymać w krótkich spodenkach i t-shircie. Można chodzić i wybierać, na całym obszarze przeplatają się ze sobą sklepy z pamiątkami, restauracje z ogródkami i kluby. Tych ostatnich naprawdę sporo. Miasto tętniło życiem, wydaje mi się, że to z jednej strony przez tą wysoką jeszcze jak na tę porę roku temperaturę, a z drugiej, przez trwający weekend z halloween.

Również bulwar w Nicei był oblegany przez turystów, szczególnie wieczorami. Długa promenada, świetnie nadaje się do uprawiania sportu. Bieganie, rolki, nawet rower nie będzie nużący z uwagi na jej rozmiary. Plażowicze obecni byli do zachodu słońca, a nawet dłużej. Wydaje mi się, że to dobrze świadczy o tym mieście, czułem się tu bardzo bezpiecznie.

Następny dzień to wyjazd do Monako. Autobusy kursują co jakieś 20 minut, dlatego nic nie planowałem. Wstałem, szybkie śniadanie, zakupy miałem zrobione wcześniej. Jazda przy wybrzeżu, usiadłem z prawej strony jak polecają, pamiętałem również aby wyłączyć transfer danych, bowiem ponoć w tym małym państewku nie obowiązują moje darmowe umowy roamingowe, nie sprawdzałem… Taka mała ignorancja z mojej strony, ale na te pół dnia można sobie telefon darować, nie przewidywałem że będzie mi niezbędny.

Wysiadłem na przystanku przy kasynie, moje plany nie zakładały wejścia do środka, dlatego pokręciłem się po okolicy. O tematyce tego małego państewka można dowiedzieć się nieco z całkiem świeżego filmu o Grace, księżnej Monako. Prawdziwa historia tej pięknej aktorki jest naprawdę fascynująca, film natomiast chyba niezbyt mi się podobał…

Nie uczęszczam do kasyn w odwiedzanych przeze mnie miastach, ale tu by było trochę szkoda. Pamiętam że wyczytałem wcześniej o możliwości wejścia do samego hallu, więc trochę poczatowałem i zauważyłem że ludzie wchodzą, idę i ja! W środku bardzo ładnie, zapytałem pań pilnujących przejścia dalej o moje krótkie spodenki, odpowiedziały że nie ma problemu, bowiem rano są godziny zwiedzania, nie ma gier, wystarczy kupić bilet i można wszystko zobaczyć, a nawet robić zdjęcia. Nie mogłem sobie tego odmówić, nawet za cenę siedemnastu euro.

W środku oczywiście kilka sal, nie pamiętam dokładnie ich układu, najlepsze wrażenie sprawiała chyba druga w kolejności. Wszędzie na ścianach obrazy, arrasy, draperie, tapety, marmury, nawet witraże na suficie. Czuć piniądz 🙂 Czytałem parę opinii o tym miejscu, jedna mówiła coś o kiczu, byłem zatem troszkę sceptycznie nastawiony, lecz okazało się, że osoba to pisząca chyba nie rozumiała znaczenia tego słowa.

Jest tu naprawdę ładnie. Cały ten przepych kojarzy się oczywiście z wnętrzami pałacowymi urządzanymi przez najlepszych architektów. Można by było spędzić tu wiele czasu, nawet nie wiedząc do czego służą te wszystkie stoły. Gdy dopiero poznajemy tajniki tych gier, to wycieczka z przewodnikiem będzie doskonałym przeżyciem.

Na zdjęciach poniżej wejście do sali vip, nieco zasłonięte linką, ale z drugiej strony uchylone, zachęcające do wstąpienia. Z tamtego pomieszczenia jest jeszcze wyjście na balkon. Wszystkich sal było bodajże 5, albo 6.

Na uwagę zasługuje również możliwość skorzystania z baru, kawka w takim otoczeniu, pewnie zebrała by nieco więcej lajków niż zwykle, na moim instagramie  🙂

Czas zmienić otoczenie, po co dłużej siedzieć jak nie można nic obstawić 🙂 Kto gra grubo, wygrać musi! Minimum na numer na ruletce to 5 E, całkiem mało, spodziewałem się większych stawek. Maksima pewnie są ustalane indywidualnie, zresztą wystarczy spojrzeć na samochody przy hotelu obok, albo na port.

Wróćmy na ziemię, a w zasadzie nad wodę, idę bowiem poleżeć na słonku. Niedaleko znajduje się ładna plaża, temperatura sprzyja. Morze było nieco chłodne, jak w Bałtyku w wakacje.

Generalnie Monako nie podobało mi się. Jest to bowiem mały teren ulokowany na zboczach,  a oprócz hoteli i rezydencji gdzieś muszą mieszkać zwykli ludzie. Nie wiem czy jest ich tu dużo, lecz przemieszczając się z plaży w kierunku starego miasta nic specjalnego nie widziałem. Przy ulicach wysokie betonowe fasady bloków, w dole tunele z serpentynami. To miasto jest mocno nabite, taka trochę aglomeracja przyszłości w małym wydaniu i w klimacie śródziemnomorskim. Mało widziałem, ale takie sobie zdanie wyrobiłem i tyle… Zbliżając się do celu było już trochę lepiej.

Starówka na wzgórzu, z rezydencją księcia Monako, ładne widoki na resztę miasta. Jest tu również oceanarium. Można troszeczkę odpocząć, ulubione rewiry zwykłych turystów, a także i moje.

I tak chyba będę kończył ten wpis. Jest godzina 17, wracam do Nicei, muszę się spakować, bowiem lot mam z rana koło dziewiątej. Nie omieszkam jeszcze połazić po mieście, obejrzeć kolejny zachód słońca z kolejnego punktu widokowego, poszwędać się w poszukiwaniu tanich magnesów. Tu nie ma się co śmiać, zwykła cena to 4 euro za ładny magnes, kup ze 3-4, przy obecnym kursie to prawie stówka!!! Oczywiście znalazłem taniej 🙂

Wyjazd udany, mimo paru niedociągnięć. To miasto mi się podoba, myślę że watro tu wrócić. Nicea może nie wejdzie na listę, odwiedź ponownie koniecznie, ale będę o niej pamiętał. Niewątpliwa zaleta tych okolic to wygodny transport. Sieć pociągów z której nie korzystałem, jest bardzo rozwinięta. Gdyby podzielić koszt wyjazdu na trzy części: lot, nocleg i wydane pieniądze, to średnio wyjdzie po 250 zł. Najciężej jest z noclegiem, lecz ogólnie koszty takich podróży, ostatnimi czasami wzrosły.
Cóż, żyjemy w takich czasach, że taniej w zimę wyjechać z polski w ciepłe kraje, niż ogrzewać chałupę… Pisząc to krótkie sprawozdanie, już planuję kolejną podróż, troszkę bardziej lajtową, lecz nieco bardziej egzotyczną. Bon voyage!

2.11.2022

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *