Ponownie Włochy, późna jesienna pora, trafiłem chyba na ostatni w miarę ciepły dzień. Poleciałem tam na krótki city break. Dwa dni, ostatni to już wylot, wtedy zrobiło się chłodniej. Niemniej jednak trochę słońca złapałem, zapraszam na fotorelację i opis, będzie szybko i krótko.

Bilety znalezione parę tygodni wcześniej, za dwie stówki, ceny noclegów dla singla już nie tak atrakcyjne, mimo że luksusów nie potrzebuję, choć jakaś zniżka z bookingu wleciała. Jestem na wieczór, szybka akomodacja, krótki spacer po okolicy, nocleg i od rana zwiedzanie.

Jest jeszcze w miarę ciepło, ciut poniżej 20 stopni, dlatego można swobodnie i komfortowo spacerować po mieście, także dużo sklepów ma drzwi otwarte, a towary powystawiane. Od razu w oczy rzuca się pesto. To specjalność regionu, również je lubię. Próbowałem takich małych łódeczek z ciasta francuskiego z owym nadzieniem, na szybkie śniadanie idealne.

Genua to bardzo duże miasto, ja oczywiście skupiam się na centrum i starej jego części. Nocuje w całkiem przyjemnym hoteliku, dosłownie uliczkę dalej od dworca, co zapewnia mi wygodne przemieszczenie się. Na lotnisko jadę pociągiem, również mam zaplanowany wypad kilka kilometrów dalej tym środkiem transportu. W ogóle sieć kolejowa we Włoszech jest niesamowicie uczęszczana i pomocna.

Zwiedzam jeszcze okolice portu, w dzień w miarę pusto, życie pewnie wraca tu wieczorem. Plan jest taki aby pojechać do Nervi, malutkiej miejscowości nieopodal Genui. Jest tam całkiem ładny i rozległy park, oraz nadmorska promenada.

Wyszedłem na stacji i udałem się w stronę dużego terenu zielonego, można tu odetchnąć, wracał będę już nadmorską ścieżką.

Wyskoczyłem jeszcze na chwilę do centrum, ot mała miejscowość z centralną uliczką.

Wróciłem na szlak i doszedłem aż do kolejnej stacji, fajnie się tu spacerowało, zwłaszcza że u nas pogoda kiepska. Tu było komfortowo w t-shircie, no i te widoki…

Generalnie tego dnia korzystałem z pogody jak najwięcej, chciałem zwiedzić najważniejsze miejsca w Genui. Trafiłem akurat na okienko bez turystów przy domu Krzysztofa Kolumba.

W porcie również zacumowany jest okręt, który służył Polańskiemu przy realizacji jednego z jego sławnych filmów: 'Piratów’. Tak się złożyło, że oglądałem więc nie było opcji, abym nie zwiedził tego statku.

Zbliża się zachód słońca, pora na jakiś fajny widoczek. Staram się wybrać najciekawszy funicolar w mieście. Udaje się do 'Zecca- Righi’. Nazwa wzięta od przystanków początkowego i ostatniego.

Trochę pokręciłem się na górze, jest tam fajny punkt widokowy w samym budynku stacji, na paru tarasach zmieści się wiele turystów żądających ujęć okolicy. Potem dzięki informacji zdobytej na pewnym forum, udaje się do jednej z wind, które również ułatwiają pokonywanie wysokości w Genui, miasto położone jest bowiem po części na wzgórzach.

Tak to wygląda w środku, a w okolicy jest miły dla oka i klimatyczny skwerek. Co do wąskich uliczek, jak zawsze lubię się nimi wałęsać. Genua jednak zmieniła nieco moje podejście. Owszem odbyłem wiele spacerów, w zasadzie przemieszczałem się praktycznie tylko po centrum miasta. Jest jednak jedno wielkie 'ale’.

Mianowicie czułem się tu niekomfortowo, wieczorami, a nawet popołudniami. Raz nawet niebezpiecznie, a była to tylko mała uliczka w samym zabytkowym centrum, około 19 gdy ludzie wychodzili ze sklepów. W mieście jest duży port, są imigranci w sporej ilości. Robiło się dziwnie, gdy knajpki zamykały się dosyć wcześnie, a na miasto wychodzili powiedzmy to szczerze: czarni z Afryki.

Dlatego ja zwijałem się dosyć wcześnie, niestety takie czasy i również przez to nie za bardzo polecam miasto na takie wyjazdy. Właściwie to mieszkałem przy takiej uliczce niedaleko dworca, na szczęście nie trzeba było zbytnio kluczyć w zaułkach, wracając na noc.

Drugiego dnia nie miałem zbyt konkretnych planów więc wybrałem się do słynnego oceanarium, a wcześniej do 'biosfery’.

Jest to przeźroczysta kula z unikalnym mikroklimatem wewnątrz. Trochę ptaszków, sporadycznie w klatkach, większość jednak lata luzem. Są jakieś rośliny, miejsce jest malutkie, generalnie bez rewelacji, ale można zajść. Najważniejsze że w środku ciepło, bo pogoda drugiego dnia zmieniła się na gorsze.

Oceanarium to już inna bajka. Nigdy nie byłem w tego typu obiekcie, gdzie w takiej skali prezentowane są okazy zwierząt, ale również roślin, żyjących w wodnych środowiskach. Bilet drogi, ale moim zdaniem warto, minimum 2 godziny solidnego zwiedzania, a na tym mi dziś zależało.

Płaszczki można było dotknąć, trafiłem również na karmienie delfinów. Wiele zdjęć nie robiłem, głównie na potrzeby bloga, zresztą to zmora dzisiejszych czasów. Fotografie w takim świetle wychodzą słabo, ludzie patrzą przez ekran telefonu lub obiektyw aparatu, zamiast w spokoju pooglądać to co warto, a i tak nikt ze znajomych nie chce potem takich zdjęć oglądać, mamy to przecież w programach dokumentalnych i sieci na wyciągnięcie ręki.

Miałem jeszcze parę godzin, dostałem się pociągiem do dzielnicy Boccadasse, słynącej z malowniczego wybrzeża i kolorowych kamienic. Troszkę pospacerowałem, nawdychałem się zimnego morskiego powietrza i to by było na tyle. Trzeba się zwijać, małe zakupy, muszę zajść po bagaż, dosyć wcześnie jestem na dworcu i w konsekwencji na lotnisku.

Generalnie wyjazd średnio udany, szybki city break, z każdym kolejnym uczę się czegoś nowego. Nocleg i bilety około 5 stówek, reszta to jedzonko i bilety na atrakcje plus komunikacja. Chyba skupię się w przyszłości na dłuższych wyjazdach…

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *